poniedziałek, 22 lutego 2010

fotkowe szalenstwo

nie wiem czy uda mi sie polubic Indie, tutaj nic nie da sie normalnie zalatwic, trzeba miec kontakty i kupe czasu na kazda blahostke, to jest strasznie denerwujace, to tylko taki wstep, rozwiniecia nie bedzie...
dzisiaj rano zajechalysmy do Agry, miasta nieodlacznie kojarzonego z symbolem Indii Taj Mahal, po drodze bylo pare problemow, ale nie chce mi sie juz o tym pisac, w kazdym razie wybralysmy sie w koncu na zwiedzanie mauzoleum, a tam istne szalenstwo, owszem budowla budzi podziw i nie mozna zaprzeczyc, ze jest piekna, ale wkurzajace jest to ze jedynym celem odwiedzania takich miejsc wydaje sie byc cykanie tysiaca fotek (a w necie i tak mozna znalezc lepsze, zrobione przez profesjonalnych fotografow), mi po kilku juz sie odechcialo, ale przed zachodem slonca jakis koles zaczal mi pokazywac punkty, w ktorym trzeba stanac zeby zrobic najlepsze ujecia, wiec zdjec przybylo, kazda z nas zrobila ich mnostwo, ale i tak mniej niz reszta ludzi dookola (ktorzy uwielbiaja ujecia, na ktorych udaja ze dotykaja czubka Taj'a), potem nam jeszcze odwalilo i zaczelysmy widziwiac, skakac, zeby zaslonic troche Taj'a i urozmaicic zdjecia, postanowilam tez umiescic na pierwszym planie jednej fotki smietnik, ogolnie bylo uroczo:) do calego tego szalenstwa trzeba jeszcze dodac dziwne zachowalnie tubylcow, dla ktorych bylysmy chyba wieksza atrakcja niz ich przyjaciel Taj i chcieli robic sobie z nami mnostwo zdjec, po kilku takich sesjach juz mialysmy kompletnie dosc i zaczelysmy ich przepedzac jak tylko sie dalo... ogolnie caly ten Taj Mahal na serio ladnie sie prezentuje, ale nie czaje czemu sciagaja za jego odwiedzenie az 750 rupii, podczas gdy inne atrakcje nie sa drozsze niz 250:/
jutro tez siedzimy w Agrze, bo nie udalo nam sie zabukowac na jutro biletu na dalsza podroz, dopiero pojutrze rano wyjezdzamy na poludnie (jakies 2h zajelo nam zarezerwowanie 6 lezacych miejsc potwierdzonych na 30-godzinna podroz)
z Jodhpur'u do Jaipur'u mialysmy kiepska podroz, bo dostalysmy po jednym miejscu lezacym na dwie osoby, wiec za bardzo spac sie nie dalo, poza tym bylo mnostwo ludzi, wiec niezbyt przyjemnie pachnialo, w samym Jaipurze tez nic ciekawego sie nie zdarzylo, jakis kiepski ogolnie ten dzien i miasto tez nie za bardzo interesujace, tyle ze dla odmiany nazywane jest 'rozowym miastem', chociaz jak dla mnie to ono bardziej pomaranczowe jest, ale to juz ich sprawa jak nazywaja swoje miasta:) ale przynajmniej fajny hotel udalo nam sie znalezc, rowniez z knajpa na dachu:) (z perspektywy dachu na chwile sie zapomina o 'urokach' miast Indii i mozna sie poczuc jak we Wloszech albo Grecji:)
a z ciekawych obrazkow - widzialam dzis krowe wkladajaca glowe do takiej otwartej z jednej strony kawiarenki internetowej:) i indyjska rodzinke w centrum handlowym bojaca sie wejsc na schody ruchome:)

1 komentarz:

  1. oj to ostro podrozujecie tymi pociagami;)co do widoku z dachow, fakt w roznych krajach daje to szczegolne poczucie podobienstwa miedzy nimi, dopiero ulica pokazuje roznice;)pozdrowionka dla wszystkich!

    OdpowiedzUsuń