caly czas smarujemy sie jeszcze kremem po opalaniu, bo kazda z nas troche podpiekla sobie skore, jakos nie przyszlo nam do glowy, ze slonce niedaleko rownika inaczej dziala niz to w okolicach Europy, od naszego pierwszego dnia na plazy raczej unikamy zwiekszonego kontaktu ze sloncem...
sporo sie wydarzylo od mojej ostatniej notki, tamtego wieczoru po powrocie do naszej miejscowki na plazy zjadlysmy cos i poszlysmy kilka metrow dalej na koncert (rock w wersji indyjskiej:), klimatycznie bylo, calkiem fajna muzyka grali, niektore nawet znane nam kawalki, towarzyszyly temu tez swietne fajerwerki tuz za scena, jedne z lepszych jakie mialam okazje zobaczyc w zyciu, po koncercie zaliczylysmy jeszcze kapiel nago w morzu, po zmroku oczywiscie:P bylo cudnie...
nastepnego dnia nie robilysmy praktycznie nic, lenilysmy sie, odpoczywalysmy od slonca, leczylysmy skore... wybralysmy sie do informacji turystycznej, zeby dowiedziec sie paru rzeczy, ale oczywiscie sie nie udalo, bo kobitki tam pracujace nie byly zbyt kumate, mialysmy jechac po bilety do miejscowosci gdzie jest dworzec, ale zrobilo sie za pozno i z tego tez nic nie wyszlo, za to wieczorem gralysmy z kolesiami pracujacymi w knajpie przy naszych chatkach w bilard:) kiepsko nam to szlo, ale coz, moze kiedys sie nauczymy...
natomiast wczoraj musialysmy wczesnie wstac bo umowilysmy sie z taksowkarzem Charliem, ze zabierze nas na wycieczke:) pokazal nam jakies dwie hinduskie swiatynie, potem zaliczylysmy krotkie przejazdzki na sloniach (bardzo mi sie podobalo, bo tak przyjemnie sie czlowiek buja na ogromniastym sloniu:) a nastepnie wizyte w plantacji przypraw, mialysmy tam okazje dowiedziec sie jak wygladaja krzaczki i drzewa, na ktorych rosna okreslone przyprawy, a takze poznac ich zastosowanie (za duzo juz nie pamietam, ale ciekawe to bylo:) po tym byl lunch (a dla nas sniadanie) wliczony w cene zwiedzania, najadlam sie na caly dzien, pyszne indysjkie jedzenie, nawet nie za bardzo ostre, po powrocie na 'nasza' plaze wypilsmy kawowe szejki i pobieglysmy do wody:) potem zabralysmy bagaze, bo musialysmy zmienic miejscowke na tansza w tej samej miejscowosci (fundusze sie koncza;), a na po poludniu wybralam sie z Ola i Bry autobusem do Margao na msze, fajnie bylo, mimo ze prawie nic nie rozumialysmy, podobalo mi sie to, ze wszyscy spiewali i byl klimat ('jak na polskim weselu' - Bry, calkiem miala racje, bo melodie tych piesni jakies takie skoczne byly:)
wieczorem gralysmy jeszcze w bilard w knajpie naszej plazowej:) bo mimo, ze sie stamtad wymeldowalysmy to koles zaprosil nas na wieczor, bo wlasnie byl taki kelner, ktory sie z nami zakumplowal, mial imie zblizone w brzmieniu do 'szynka', wiec tak go miedzy soba nazywamy:) fajnie miec jakas taka blizsza osoba w obcym miejscu, pomagal nam w organizacji roznych rzeczy, ciekawie sie z nim gadalo o kwestiach indyjskich i ogolnie jego obecnosc sprawila, ze poczylysmy sie tam w Blue Corner (nazwa miejscowki z bambusowymi chatkami) troche bardziej jak w domu:) tym bardziej dziwnie nam bylo opuszczac to miejsce i tym milej przyjsc znow wieczorem na kolacje i bilard:) potem sie pozegnalysmy z szynka i dzis juz opuscilysmy tamta wioske...
teraz jestesmy w Anjunie, aby tu dojechac wzielysmy taxi (tu czesto bierze sie taksowke nawet na dalekie odleglosci, bo ciezko dostac sie gdzies autobusami - za duzo przesiadek), mily koles zawiozl nas najpierw na stacje i godzine czekal, az zakupimy bilety na pociag do Mumbaju, a potem do Anjuny, tu mialysmy zarezerwowane miejsce (przez znajomego tego Vickiego, ktory zalatwil nam przejazdzke na wielbladzie jeszcze w Delhi), ktore nie podobalo sie Elodie i Oli, nam tez nie bardzo, ale da sie przezyc... wiec po raz pierwszy sie rozdzielilysmy, ale spotkalysmy na plazy, a potem wieczorem, wiec spoko - kontakt mamy:) jutro razem jedziemy do Old Goa na zwiedzanie miejscowosci z portugalska architektura...
a dzisiaj w polnocnych Indiach i na Goa odbywalo sie swieto o nazwie Holi, ktore przypomina troche nasz Smingus Dyngus, z ta roznica, ze tu wszyscy obsypuja sie kolorowymi pudrami, a nie oblewaja woda, wiec my tez postanowlismy przejsc sie ulica i zalapalysmy sie na atak, po ktorym wygladalysmy cudnie, ale troche ciezko bylo sie domyc:) postanowilysmy umyc sie w morzu, troche sie udalo, ale ogolnie tu nie ma takiej ladnej plazy jak w Benaulim, prawie cala jest kamienista, z trudem znalazlysmy miejsce, w ktorym bylo piaszczyste dno, a nie kamienie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
nie moge sie doczekac tych zdjec z proszkiem :))
OdpowiedzUsuń